Wielkanoc w górach – co gotuję dla Gości w Willi Izydor

31.03.2026

Co gotuję w Wielkanoc?

Wielkanoc w Kościelisku to dla mnie coś więcej niż święta w górach. W Willi Izydor przygotowuję ją tak, jak robiło się to kiedyś – bez pośpiechu, z dobrym jedzeniem i prawdziwą tradycją. Każdego roku gotuję dla Gości żurek na serwatce, piekę ciasta w Wielką Sobotę i pilnuję, by nasz wielkanocny stół miał w sobie domowe ciepło.

Jak wygląda Wielkanoc w Kościelisku? Opowiadam, co gotuję dla Gości w Willi Izydor i jakie tradycje pielęgnujemy w górach.

Nie ma u mnie przypadkowych potraw. Każda ma swoje miejsce, swoją historię i swój sens. I każda musi smakować tak, jak pamiętam z dzieciństwa.

Żurek na serwatce. Tylko na serwatce.

Wielkanocny żurek robię wyłącznie na serwatce.

Nie na bulionie.
Nie „na pół”.
Nie dla kompromisu.

Tylko na serwatce.

Bo to właśnie ona daje ten prawdziwy kwas – lekko ostry, wyraźny, głęboki. Bez niego żurek jest grzeczny. A wielkanocny żurek grzeczny być nie może.

Ale jest jeszcze coś.

Do naszego żurku używamy bardzo dużo świeżo startego chrzanu.

Naprawdę dużo.

Nie ze słoika. Nie gotowego. Tylko świeży korzeń, ścierany tuż przed podaniem. To on nadaje ostrość, która lekko szczypie w nos i sprawia, że żurek budzi po zimie lepiej niż kawa.

I tu zaczyna się nasza mała wielkanocna tradycja.

Zawsze losujemy, kto będzie ścierał chrzan.

Bo każdy wie, że to zadanie dla odważnych.

Oczy łzawią, nos szczypie, w kuchni robi się intensywnie… ale śmiechu przy tym jest co niemiara. Czasem trafia na Jana, czasem na mnie, czasem ktoś próbuje się wymigać.

Goście często pytają, czy to naprawdę aż taka różnica.

Jest.

Bo świeży chrzan nie tylko ostrzy smak. On nadaje żurkowi charakter. Sprawia, że nie jest delikatną zupą świąteczną, ale prawdziwą, podhalańską Wielkanocą w misce.

I kiedy potem widzę, jak Gość prosi o dokładkę, wiem, że łzy przy tarciu były tego warte 💛

Biała kiełbasa z jabłkiem i cebulą

Nie gotuję jej w wodzie.

Piekę ją z jabłkiem i cebulą, powoli, aż sok z jabłek lekko się karmelizuje, a cebula robi się miękka i słodka.

To połączenie jest proste, ale niezwykle świąteczne. Kwaśny żurek, delikatna biała kiełbasa i słodycz jabłka – wszystko się równoważy.

Nie lubię przekombinowanych dań. Wielkanoc ma smakować tradycją.

Jajecznica ze święconką – i tu rządzi Jan

W Niedzielę Wielkanocną jajecznicę robi tylko jedna osoba.

Mój mąż Jan.

Nikt inny.

To tradycja, której nie zmieniamy od lat. Jan kroi święconkę – kiełbasę, jajka, kawałek chleba, czasem odrobinę chrzanu – i smaży wszystko powoli, bez pośpiechu.

Goście już wiedzą, że kiedy w kuchni stoi Jan, lepiej nie wchodzić i nie przeszkadzać.

Ta jajecznica ma w sobie coś więcej niż smak. Ma w sobie rodzinę. Ma w sobie rytuał. Ma w sobie święta.

I myślę, że Gość to czuje.

Wielka Sobota – dzień pieczenia i święconki

Ciasta pieczemy w Wielką Sobotę.

W kuchni jest wtedy gwarno, pachnie masłem, wanilią i drożdżami. Baby rosną spokojnie, serniki chłodzą się przy oknie. Lubię ten moment – jest w nim oczekiwanie.

Ale Wielka Sobota to nie tylko kuchnia.

To także święconka w naszym pięknym, drewnianym kościele
Kościół św. Kazimierza Królewicza w Kościelisku.

To miejsce ma w sobie niezwykłą atmosferę. Drewno, światło, cisza. Zawsze, kiedy tam wchodzę z koszykiem, czuję spokój.

Zmiana warty przy Grobie – wyjątkowa chwila

W naszym kościele jest coś, co przyciąga ludzi nie tylko z Kościeliska.

Zmiana warty przy Grobie.

Jest tak reprezentatywna i uroczysta, że przyjeżdżają ją zobaczyć mieszkańcy okolicznych miejscowości – i nie tylko. Stroje, skupienie, powaga tej chwili… to naprawdę robi wrażenie.

Za każdym razem mam dreszcze.

I kiedy potem wracam do willi, wiem, że święta już się zaczęły.

Dlaczego to wszystko jest dla mnie ważne?

Bo Wielkanoc to nie pakiet.

To nie atrakcja.

To rytuał. Smak. Zapach. Ludzie przy jednym stole.

W Willa Izydor nie chcę organizować „hotelowych świąt”. Chcę, żeby Gość poczuł, jak wygląda prawdziwa, podhalańska Wielkanoc.

Z żurkiem na serwatce.
Z jajecznicą Jana.
Z drewnianym kościołem i zmianą warty przy Grobie.

Bo wierzę, że właśnie takie momenty zostają w pamięci najdłużej.

Basia.